przez adatar » 17 maja 2010, 20:36
miałem dzisiaj prywatną lekcję z quickstepa... no cóż, okazało się, że większość winy leżała po stronie partnerki. Kiedy chciała się wyciągnąć, to zaczynała wisieć na moim prawym ramieniu, przez co wszystko leciało.. a potem na turnieju "Adam, rama"... Jak tu człowiek ma się nie denerwować, kiedy widzi drzazgę w oku u innych, a deski we własnym nie ?